Kiedy pierwszy raz zobaczyłam w sklepie wodę termalną w butelce, pomyślałam sobie: “Płacić 30-50 zł za 150 ml zwykłej wody tylko dlatego, że została przelana eleganckiej buteleczki i ma pięknie brzmiącą francuską nazwę? Bez przesady!”. Niewielkie jednak miałam wtedy pojęcie o źródłach wody termalnej, jej właściwościach i możliwym zastosowaniu. Dziś mam zupełnie inne stanowisko w tej sprawie i naprawdę doceniam produkt jakim jest woda termalna. Wiem jednak, że choć dla mnie woda termalna stanowi podstawę codziennej pielęgnacji twarzy, są też osoby, które uważają ją za zbędny gadżet na półce kosmetykami. W czym zatem woda termalna w sprayu jest lepsza od zwykłej wody?

Woda termalna – właściwości i zastosowanie

Pierwszy raz zdecydowałam się na zakup wody termalnej kilka lat temu – akurat byłam przed urlopem i rozglądałam się jakimś kosmetykiem łagodzącym ewentualne oparzenia po opalaniu. A że woda termalna La Roche-Posay była akurat na promocji, stwierdziłam, że zaryzykuję i przetestuję ją właśnie podczas wakacji. Wcześniej dużo czytałam o łagodzących i kojących właściwościach wody termalnej, która bardzo dobrze wpływa na stan skóry narażonej niekorzystne działanie promieni słonecznych. W efekcie woda termalna towarzyszyła mi na każdym etapie opalania: pryskałam nią twarz zarówno przed opalaniem, by wzmocnić barierę ochronną skóry, jak i po ekspozycji słonecznej, żeby złagodzić zaczerwienienia i podrażnienia słoneczne. Przechowywanie jej w lodówce pozwoliło natomiast na błyskawiczne odświeżenie i schłodzenie twarzy oraz ciała podczas upalnych dni. Wiedziałam, że od tej pory będzie to mój wakacyjny must have. Dopiero po czasie jej cudowne właściwości okazały się bardzo przydatne również w innej sytuacji.

Woda termalna to nie jakaś tam “kranówka”

Muszę przyznać, że po powrocie z wakacji woda termalna przez dłuższy czas przeleżała w domu właściwie nietknięta. Jakoś nie miałam pomysłu na jej wykorzystanie po urlopie, więc nie stosowałam jej wcale. Ale do czasu. Po upalnym sezonie wakacyjnym przyszła mroźna zima, podczas której moja skóra bardzo się zmieniła – stała się podrażniona, zaczerwieniona i piekąca, a uczucie to potęgowało przede wszystkim po wyjściu na mróz i wejściu do ciepłego pomieszczenia, a także po przemywaniu twarzy zwykłą wodą z kranu. Wtedy przypomniałam sobie o wodzie termalnej zamkniętej w szufladzie, która bardzo pomogła mi w tamtym okresie i w końcu stała się podstawą codziennej pielęgnacji mojej twarzy.

Dziś woda do twarzy w aerozolu służy mi przede wszystkim do porannego oczyszczania skóry – w odróżnieniu od wody z kranu, po której moja skóra była sucha, ściągnięta i piekąca, woda termalna w sprayu przynosi efekt idealnie odświeżonej, nawilżonej, ukojonej, miękkiej i przyjemnej w dotyku skóry twarzy. Wiele osób stosuje wodę termalną również w celu przedłużenia trwałości makijażu – szczerze mówiąc ja nie zauważyłam takiego efektu, ale jeśli chodzi o łagodzenie podrażnień różnego pochodzenia, dla mnie jest niezastąpiona.

woda termalna la roche posay czy vichy

Woda termalna Vichy i La Roche-Posay

Do tej pory miałam okazję przetestować dwa rodzaje wód termalnych popularnych marek – Vichy i La Roche-Posay. Ze względu na działanie i skład, mi osobiście bardziej odpowiadała woda od La Roche-Posay – efekt ukojenia skóry był w tym przypadku nieco bardziej wyczuwalny. Z drugiej strony produkt Vichy posiadał dużo lepszy atomizer – po psiknięciu woda rozchodziła się na całej powierzchni twarzy niczym bryza morska 😉 Gdyby móc połączyć te dwie cechy, można by stworzyć wodę idealną. Myślę, że ciekawym produktem może być również woda termalna Avene, ale jakoś nigdy nie mogę na nią trafić w promocji (a jednak się udało klik). Nie mam jednak zamiaru przekonywać Was do zakupu wody termalnej konkretnej marki –  produkty poszczególnych marek różnią się od siebie składem (soli mineralnych i oligoelementów), dlatego warto je testować i wybrać produkt najlepiej dopasowany do indywidualnych potrzeb naszej skóry.

A jakie są Wasze doświadczenia z wodą termalną?

~ Evelyn ~

ZOSTAW ODPOWIEDŹ