Pierwsze 1,5 tygodnia było tragiczne – zero energii, zły humor, ciągłe podenerwowanie. Aż pewnego dnia, wszystko ustąpiło na rzecz niebywałej siły i chęci do życia, lekkości, zadowolenia i mocy by każdy dzień przeżywać na 100%.  Hmm, czy zatem namawiam przejść na ketozę? Niekoniecznie. A dlaczego, to przeczytacie w mojej krótkiej relacji z tego systemu żywieniowego.

Kilka słów o diecie ketogenicznej

Ketoza to nie kolejny wymysł współczesnego fit świata, ani też dieta – chociaż by ketozę osiągnąć należy przejść na dietą ketogeniczną lub dietą niskowęglowodanową.  W skrócie ujmując ketoza polega na tym, że nasz organizm czerpie energię z tłuszczu, a nie z węglowodanów, jak to jest zazwyczaj. W ketozie chodzi o to, aby głównymi makroskładnikami w diecie były tłuszcze i białko. W niektórych podejściach węglowodany eliminuje się całkowicie (tak było u mnie), a czasem dopuszcza ich udział. Wówczas, gdy w oparciu tej zasady mamy skomponowane posiłki, organizm przestawia się w tzw. stan ketozy i zaczyna czerpać energię nie z węglowodanów, jak to jest tradycyjnie, ale z ciał ketonowych. Dodatkowo, o stanie ketozy można mówić wtedy, gdy stężenie ciał ketonowych we krwi jest wyższe niż stężenie glukozy, czyli cukru prostego, który pochodzi z produktów węglowodanowych.

łosoś pieczony na talerzu z warzywami

Komu będzie dobrze na ketozie?

Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Oczywiście bardzo ważne jest, aby przed podjęciem decyzji o przejściu na ketozę, wykonać kilka podstawowych badań. Warto pamiętać, by nie robić tego w ciemno i na czuja, bo w ten sposób można tylko pogorszyć swoje zdrowie.

Wiele osób decyduje się na ketozę dlatego, że usłyszeli o magicznej utracie kilogramów kogoś znajomego, kto był lub jest na tym systemie żywieniowym. Ketoza, ze swojej definicji sprzyja utracie tkanki tłuszczowej – to prawda, ponieważ organizm musi spalać zapasy tłuszczu i własne białka,  aby wytworzyć energię. Jednak, aby ten proces zaistniał należy zadbać o ujemny bilans kaloryczny, czyli dostarczanych kilokalorii (kcal) musi być mniej, niż spalamy, a ujmując jeszcze prościej – należy jeść mniej, niż tyle, ile potrzebuje organizm. Tę zasadę można wcielić nie tylko na ketozie, lecz również jedząc węglowodany. Co istotne, sama ketoza nie jest cudotwórcą, bo jeśli jedząc wyłącznie białko i tłuszcz, dostarczanych kilokalorii będzie więcej, niż potrzebuje organizm to o utracie tkanki tłuszczowej nie ma mowy, nawet będąc na ketozie.

Na pewno nie zalecam wejść na dietę ketogeniczną osobom, które dopiero co zaczynają kontrolować spożywane posiłki (kilokalorie czy makroskładniki), a np. dotychczas dzień bez chleba, białych makaronów i drożdżówek był dniem straconym. W takim przypadku, lepszym rozwiązaniem będzie stopniowa eliminacja niezdrowych produktów. Dopiero wówczas, gdy zadbamy o jakość spożywanego jedzenia, można pomyśleć o ketozie, przy czym należy również się upewnić, że wyniki podstawowych badań są prawidłowe. Warto również mieć jasno zdefiniowany cel po co w ogóle chcemy przejść na ketozę. Określenie tego celu i utożsamienie się z nim jest kluczowe, a dlaczego…. To w dalszej części artykułu.

Moja ketoza

Dlaczego ja weszłam na ketozę? To może być również Twój powód i cel?

Od dłuższego czasu – od kwietnia do końca października 2018 roku (7 miesięcy) – w swoim systemie żywieniowym miałam dość sporo węglowodanów, a dokładniej 300g, czyli około 4 torebek ryżu dziennie. Plus do tego białko i tłuszcze oczywiście. Przez ten czas byłam na dodatnim bilansie kalorycznym, a od listopada tego samego roku przyszedł czas na niewielką redukcję, by od stycznia ponownie zacznę budować i rekomponować sylwetkę. Razem z moim trenerem uznaliśmy, że w sumie ketoza to całkiem spoko pomysł, dotychczas nie przechodziłam na ten system, a też fajnie będzie dać organizmowi odpocząć od węglowodanów i ruszyć z impetem w nowym roku, ponownie włączając je do diety. I stało się. Z dniem 1 listopada ketoza czas start.surowa karkówka z rozmarynem

Początki diety ketogenicznej – nie znam nikogo, kto czułby się dobrze

Może odrobinę się zapędziłam – na początku ketozy jest okej, żadnej różnicy w samopoczuciu, metabolizmie, energii do życia. Wynika to stąd, że w pierwszych dniach ketozy „trzymają” jeszcze węglowodany spożywane dotychczas i jesteśmy nasyceni glikogenem. Dopiero po kilku dniach nasz organizm wchodzi w stan tzw. ketoadaptacji i w skrócie mówiąc nie jest ona niczym przyjemnym. Jeśli ktoś z Was, zaczynając ketozę, czuł się dobrze, nie miał zjazdów i w sumie nie zauważył żadnych nieprzyjemnych zmian – proszę dajcie znać w komentarzu. Mi takich osób nie udało się znaleźć. Każdy z moich znajomych, ze mną na czele, źle wspomina ten okres. Dlaczego?

Ketoadaptacja trwała u mnie półtora tygodnia, nie liczę tych 2-3 dni, gdy jeszcze organizm nie spostrzegł zmian w żywieniu. Przez te półtora tygodnia nie miałam siły kompletnie na NIC, treningi były dla mnie mega ciężkie, szybko się męczyłam, chciało mi się spać, w ciągu dnia miałam nagłe spadki energii, kręciło mi się w głowie, czasem pojawiały się mdłości, wszystko mnie wkurzało… Słowem tragedia. Co prawda w ketoadaptację nałożył mi się również ZNP, także te nieprzyjemności były podwójne J

Za to po tych około 2 tygodnia, pewnego dnia, wszystko nagle ustąpiło. Poczułam się dobrze, jakby ręką odjął. Wróciła mi energia, miałam więcej siły, zaczęłam progresować na treningach, humor też już był normalny. Po około kolejnych 1,5-2 tygodniach zaczęła mi spadać waga, mięśnie zaczęły odkrywać się spod warstwy tłuszczyku i kurczę muszę powiedzieć, że czułam się REWELACYJNIE mimo, że byłam na ujemnym bilansie. Nawet mówiłam trenerowi, że może zmniejszymy kilokalorie, bo w sumie sporo mam tego jedzenia.

Po co CEL w KETOZIE?

Wcześniej wspominałam, aby przechodząc na ketozę – jasno określić sobie jej cel i wiedzieć po co w ogóle się na nią decydujemy. Znam wiele osób, które poddały się w okresie ketoadaptacji, nie wytrzymały tego złego samopoczucia i braku energii i zwyczajnie odpuściły. Znam też osoby, które wytrzymały założony czas na ketozie, utraciły zamierzoną do utraty liczbę kilogramów, a po upływie miesiąca waga wskazywała dwa razy więcej niż przed wejściem na redukcję. Te osoby z kolei wpadły w nadmierne obżarstwo w ramach rekompensaty za ciężki psychicznie czas na ketozie. No właśnie, wchodząc na ketozę, musisz mieć świadomość po co to robisz. Jeśli nie masz jasno zdefiniowanego DLACZEGO, poddasz się w trudnych chwilach.

(NIE)polecam ketozyupieczone mięso na desce

To jak w końcu z tą dietą ketogeniczną – polecam czy nie polecam? Hmm, ujęłabym to raczej tak – zachęcam, ale nie namawiam. Jeśli chodzi o mnie dobrze wspominam ten system żywieniowy. Razem z trenerem zaplanowaliśmy go na 2 miesiące (listopad, grudzień). Początek był mega ciężki, ale później czułam się naprawdę super. Efekty treningowe i sylwetkowe też mnie zadowalają, także cel osiągnięty. Jeśli jednak mam być szczera – nie wiem czy w przyszłości ponownie zdecyduję się przejść na ketozę. Być może na 2-3 miesiące na kolejną redukcję, ale na chwilę obecną nie mogę się doczekać kiedy węglowodany zagoszczą na moim talerzu J

A Wy, jakie macie doświadczenia z ketozy? Jak było na początku i gdy do swojej diety włączyłyście węglowodany?

 

Patrycja G.

 

2 KOMENTARZE

  1. Przy każdej diecie trzeba pamiętać żeby dostarczać wszystkie niezbędne składniki do organizmu jeżeli w diecie ich nie ma to stosować suplementy które dostarczą brakujące substancje.

  2. Ja się czułam bardzo dobrze w okresie adaptacji. Ale bardzo pilnowałam elektrolitów, cały czas gotowałam sobie rosołki, które też dają niezłego kopa. Przez pierwszy miesiąc nie przekraczałam 30 g węglowodanów, z resztą dalej nie przekraczam 😉
    i znam jeszcze kilka osób, które nie cierpiały na adaptacji tak jak mówisz, ale tak jak mówię elektrolity to podstawa, jeżeli myślisz, że uzupełniasz ich za dużo to wiedz, że szczególnie w początkowej fazie to i tak za mało 😉

ZOSTAW ODPOWIEDŹ