Pozory potrafią mylić i nic nie jest albo czarne, albo białe. Musimy się tego nauczyć i mieć świadomość tego, że jesteśmy tylko ludźmi. Nie robotami i zaprogramowanymi maszynami, ale ludźmi. To oznacza, że każdy z nas, w środku siebie, wnętrzu, do którego nie dopuszcza nikogo lub tylko nielicznych – jest dzieckiem. Bezbronną istotą, która wcale nie ma tyle siły i odwagi, co na pierwszy rzut oka pokazuje. Nie powinniśmy się tego wstydzić. Tak jesteśmy stworzeni. To nas określa. To również powinno nas na siebie nawzajem otwierać.

Ludzie zakładają maski

W większości przypadków mamy wpływ na to, jak wyglądamy oraz na sposób, w jaki inni nas postrzegają. Mimo, że uroda czy styl bycia są w głównej mierze uwarunkowane genetycznie lub na drodze rozwoju osobistego, to stając się dojrzalszymi i bardziej świadomymi ludźmi, sami kreujemy nasz zewnętrzny wizerunek. Nie trudno zauważyć, że wielu z nas za wszelką cenę dąży do pokazania swoich najmocniejszych stron. Nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się wtedy, gdy podkreślamy te aspekty, których tak naprawdę nie mamy lub nie są wykształcone i dopracowane na tyle, na ile o tym mówimy. Ludzie dążą do tego, aby być postrzeganymi jako silnymi, niezależnymi, mądrymi, inteligentnymi, błyskotliwymi i takimi, którym wszystko idzie jak po maśle, a całe życie płynnie układa się w wymarzony plan złożony z drobnych puzzli. Boimy się przyznać, że coś nam w życiu nie wyszło, nad czymś straciliśmy kontrolę, coś się nie powiodło, ktoś nas zostawił, gdzieś popełniliśmy błąd. Wynika to z faktu, że obawiamy się oceny i braku akceptacji. Zakładamy maski perfekcjonizmu i idealności, których nie da się podważyć. Ale po co to wszystko? Komu cokolwiek chcemy udowadniać? Czy jest coś cenniejszego niż zgoda z samym sobą? Czy dążenie do przypodobania się wszystkim wokół ma sens?

Każdy kogo spotykasz czegoś się obawia, coś kocha i coś stracił

Powinniśmy sobie uświadomić, że łączy nas wszystkich jedna zasadnicza rzecz – jesteśmy ludźmi. Mimo, że każdy z nas jest inny, to wielu ma podobne problemy, zmartwienia, kłopoty, troski i przeżycia. Zazwyczaj patrzymy na drugiego, zwłaszcza nowopoznanego człowieka, powierzchownie, bardzo zewnętrznie. Nie staramy się wkroczyć w jego wnętrze, przekroczyć bariery, którą być może odgradza się od świata. Takie spoglądanie na kogoś może być bardzo mylne, ponieważ jak poznać drugiego człowieka, skoro ten zasłania się maską siły, niezachwianej pewności siebie, braku potrzeby i drugiej ręki, ale też zbędnością serdeczności i miłości. Zazwyczaj postrzegamy taką osobę jako idealną, nie mającą żadnych zmartwień, wiodącą idealne życie. Tymczasem, jak powiedział Jackson Brown, każdy kogo spotykasz czegoś się obawia, coś kocha i coś stracił.

Bezbronni, jak dzieci

Moim największym problemem jest chęć bycia niezależną zawsze i wszędzie. U Ciebie może to być nieumiejętność okazywania emocji, chora ambicja, nieustanne dążenie do celu i inne cechy, które sprawiają, że w jakimś stopniu zasłaniasz się maską. Maską, której zadaniem jest oddzielenie Cię od świata, który może skrzywdzić, wyśmiać, obrazić, porzucić. Nie ważne jak bardzo gruby mur stawiasz między prawdziwym sobą, a resztą świata. Nie zmieni on faktu, że w głębi siebie masz małe dziecko. Takie, które potrzebuje nieustannego wsparcia, bezinteresownej miłości, prawdziwej akceptacji, czułości, dobrego słowa i pewności, że jest ktoś obok, komu na Tobie zależy i złapie Cię w trudnej chwili, gdy będzie groziło rozsypanie na milion małych kawałków. Bycie niezależnym człowiekiem i stałe dążenie do perfekcji (co swoją drogą jest syzyfową pracą, bo ideałów nie ma) jest męczące. Stwarzając obraz samego siebie, kogoś kto niczego się nie boi i jest zaradny w każdej sferze życia, jest niebezpieczne. Grozi tym, że ludzie tak właśnie będą nas odbierać. Im bardziej będziemy pielęgnować taki wizerunek, tym trudniej będzie przyznać przed samym sobą, że my też mamy słabości, troski i zmartwienia. To zaś w szybkim tępie może wyniszczyć psychicznie. A przecież ludzka słabość i posiadanie wewnątrz małego chłopca czy niewinnej dziewczynki jest czymś naturalnym i jak najbardziej normalnym. Nie bójmy się o tym mówić. Nie bójmy się tego pokazywać. Inaczej grozi nam utrata tych wszystkich cennych rzeczy, które w najczystszej postaci mają tylko dzieci – szczerość, bezinteresowność, radość, beztroskość.

 

Patrycja G.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ