Jakiś czas temu do drzwi polskiego słownictwa zapukało kilka nowych słów. Hejt, hejter, hejtować… Ale co dokładnie oznaczają te zwroty? Teoretycznie hejter to człowiek, który uwielbia krytykować wszystko i wszystkich w całkowicie bezwzględny sposób. Jednak w praktyce przyjęło się, że hejtujący ludzie to zwykli zazdrośnicy, u których sukces i powodzenie innych osób, wywołują same negatywne emocje. Idealne warunki do hejtowania dał światu internet, który sprzyja narodzinom nowych gwiazd, celebrytów, kontrowersyjnych tematów, a co za tym idzie pojawianiu się anonimowych „dogryzaczy”. Czy jednak hejt nie jest po prostu nową nazwą dla całkiem starego zjawiska, jakim jest zwykła ludzka nieżyczliwość.

Halina i Grażyna, czyli hejterki starej daty

Halina i Grażyna to panie w wieku 60-70 lat, które możesz spotkać wszędzie – na ławce pod swoim blokiem, gabinetem lekarskim, kościołem czy na zebraniu koła gospodyń wiejskich. Te panie z pewnością nie wiedzą co to znaczy hejtować i co to w ogóle jest hejt, ale umiejętność wytykania ludzi palcami, czy jak wolisz obrabiania komuś tyłka, mają wręcz opanowaną do perfekcji.

Grażyna i Halina zostały hejterkami jeszcze przed tym, gdy hejtowanie zaczęło być modne w necie. Co więcej, do dziś nie potrzebują komputera, smartfona czy profilu na fejsie, by móc na co dzień porządnie uprzykrzać innym ludziom życie. I nic ani nikt nie jest w stanie ich przekonać, że synowa Zośki Maślakowej w nowej i eleganckiej sukience wcale nie wygląda jak dz*wka, zaś mąż sąsiadki spod 6-stki nie ma problemów z alkoholem tylko dlatego, że dwie soboty pod rząd wyszedł z kolegami na piwo i spił się jak dzika świnia. Ale Halina i Grażyna po prostu lubią oceniać ludzi po pozorach i tuszować swoje własne kompleksy, szukając mniejszych lub większych niedoskonałości u innych.

Prawo do prywatności czy prawo do własnego zdania?

Halina i Grażyna to zdecydowanie typ starych hejterek-wyjadaczek, które nigdy nie ukrywały ani chęci do wyrażania własnego zdania ani tym bardziej swojej tożsamości. W przeciwieństwie do nich, wielu współczesnych młodych ludzi, chętnie wykorzystuje swoją anonimowość w internecie, by móc zmieszać z błotem kogokolwiek – celebrytów, polityków lub całkiem zwykłych i nic nieznaczących “śmiertelników”. Ok, niektórym rzeczywiście należy się “zimny prysznic”, ale czy naprawdę zawsze mamy prawo do wypowiadania własnego zdania?

Gdzie są granice?

Hejter hejterowi nierówny. Wyrażanie swojego zdania to jedno, a obrażanie innych bez powodu to drugie. Choć trzeba przyznać, że część ludzi swoim zachowaniem sama prosi się o mniejszy lub większy pojazd, to niepokojące jest to, że prawdziwi hejterzy, nie zostawiają suchej nitki nawet na tych, którzy w rzeczywistości nie zasługują na tak ostrą krytykę. Spójrzmy prawdzie w oczy – w każdej plotce jest ziarnko prawdy, ale jeśli chodzi o portale plotkarskie, to mają one to do siebie, że potrafią bardzo umiejętnie manipulować odbiorcami.

Po drugie, trzeba to powiedzieć jasno i wyraźnie – niektórzy mają ze sobą olbrzymi problem. Anonimowość w internecie pozbawia wszelkich oporów, a to powoduje, że naprawdę zawistni ludzie mają w tym obszarze duże pole do popisu. Gdy nie potrafimy radzić sobie z tym, że inni odnoszą sukces, mają powodzenie w życiu czy osobowość, która przyciąga innych ludzi – to sygnał, aby z kimś porozmawiać lub wziąć się w garść i postarać zmienić swoje życie na lepsze. Wyżywanie się na kimś za pomocą klawiatury i umniejszanie czyiś osiągnięć na pewno nie spowoduje, że nam zacznie układać się lepiej.

~ EB ~

ZOSTAW ODPOWIEDŹ